Czy wiecie, co lubią wnuki w aptece?

Aktualności

Farmaceutką jest już prawie ćwierć wieku. A od niespełna pięciu lat – babcią! Dziś ma trójkę wnucząt. Jest aktywna zawodowo, chodzi po górach i dzieli się swoimi pasjami z wnukami.

Z okazji Dnia Babci chcemy Wam przybliżyć sylwetkę Marty Siedlaczek, farmaceutki z Sieci Aptek Partnerskich 4 Pory Roku, która prowadzi aptekę w Chorzowie. Na co dzień jest nie tylko „panią magister zza aptecznej lady”, ale także babcią. Ma troje wnucząt: Franka (4,5 roku), Sarę (2 lata) i kilkumiesięczną Nel.

Dwuletnia Sara zawsze chętnie pomaga babci Marcie w aptece

Dlaczego została Pani farmaceutką?

Marta Siedlaczek: Mama mojej przyjaciółki ze szkoły prowadziła aptekę, jeszcze taką w tradycyjnym stylu. Często przychodziłyśmy do niej – po lekcjach – w odwiedziny.

Fascynowała mnie cisza, która tam panowała, ten porządek. I zawsze też dostałyśmy do picia jakieś ziółka. To była atrakcja.

Czy Pani wnuki też lubią przychodzić do Pani apteki, wiedzą, na czym polega Pani praca?

Właściwie dwoje starszych wnuczków wpadało do mnie do pracy „od zawsze”. Znają drogę na pamięć, doskonale wiedzą, po co przychodzą do apteki. Dla nich to naturalne, że można tutaj dostać jakieś „dobre lekarstwa” czy witaminki. Zresztą bardzo chętnie jedzą żelki z witaminami, a nawet potrafią sami sobie wycisnąć tran ze specjalnych kapsułek – rybek.

Co wnuki zmieniły w Pani życiu?

Ich przyjście na świat to rewolucja dla całej rodziny. Dla mnie jednak nadal życie zawodowe i nasze wspólne pasje z mężem – a przede wszystkim chodzenie po górach – są bardzo ważne.

Odkąd jestem babcią bardziej muszę pilnować harmonogramu pracy w aptece, wszystko mieć dokładnie zaplanowane, bo obowiązków jest więcej. Mam nawet wyznaczony dzień w tygodniu, w którym pomagam córce i opiekuję się wnukami. Ponieważ uwielbiam aktywnie spędzać czas, to jeśli tylko pogoda dopisze, zabieram wnuki na długie spacery.

Co wnuki lubią robić najbardziej u babci?

Na nudę najlepsze jest lepienie z mąki. Kuchnia to królestwo moich wnuków, gdy wszystko inne ich znudzi. Ale ile sprzątania jest potem, to tylko babcia wie!

Staramy się także dzielić z wnukami naszą pasją, czyli chodzeniem po górach. Z najstarszym wnukiem na razie chodzimy jeszcze po dolinach – np. zabraliśmy Franka do Chochołowskiej całej w krokusach. Na Kasprowy Wierch na razie wjechał kolejką, ale wszystkie szczyty przed nami!

Dziękujemy za rozmowę. Trzymamy kciuki za wszystkie wymarzone szczyty!

Franek z babcią Martą w Dolinie Chochołowskiej. | Sara w pracy u babci Marty.