Mama wraca do apteki

Aktualności

Jak pogodzić powrót na zawodową ścieżkę z byciem dobrą mamą? Swoją historię – w związku z Dniem Matki – opowiada Dominika Franaszczyk, młoda mama, farmaceutka i właścicielka apteki.

Wywodzi się Pani z rodziny farmaceutycznej. Czy od zawsze chciała Pani być farmaceutką?

Dominika Franaszczyk: Tak, niemal od zawsze o tym marzyłam. Kiedy byłam małą dziewczynką, mama nie miała wyboru i zabierała mnie ze sobą do apteki. Zakładałam tam swój fartuszek i mnóstwo radości dawało mi to, że mogłam tam po prostu być, pomagać w obsłudze pacjentów. Po latach myślę, że to było cenne doświadczenie. W aptece bywałam też już jako nastolatka, która rozumiała i potrafiła więcej.

Na studiach farmaceutycznych zdobywamy rzetelną wiedzę, ale kontaktu z pacjentem można nauczyć się jedynie będąc w aptece, mając z nim bezpośredni kontakt. Cieszę się, że tak wybrałam. Czuję, że realizuję swoje zawodowe marzenia.

To musi być jednak trudniejsze, odkąd w domu czeka na panią córeczka, malutka Julka.

Powiedziałabym, że nie tyle trudniejsze, a bardziej wymagające. Zawsze byłam pracowita, ambitna i dobrze zorganizowana. Będąc na studiach, pracowałam nie w rodzinnym biznesie, ale gdzie indziej. Chciałam zdobyć doświadczenie, wykazać i sprawdzić się. Działałam w handlu i tak dobrze mi szło, że awansowałam i zarządzałam całkiem sporym zespołem ludzi.

To prawda, że godzenie macierzyństwa z pracą to całkiem inne życie, ale myślę, że kluczem do sukcesu jest dobra organizacja oraz coś, z czym nadal wiele kobiet ma problem – z proszeniem o pomoc najbliższych.

Trzy pokolenia na jednym zdjęciu: Anna Jakubowska, Dominika Franaszczyk i kilkumiesięczna Julia.

Na czyje wsparcie może Pani liczyć?

Mam wsparcie w najbliższym otoczeniu. Kiedy ja jestem w aptece, mój mąż opiekuje się naszą córeczką. Oboje jesteśmy rodzicami i bardzo cieszy mnie to, że razem bardzo mocno jesteśmy zaangażowani w opiekę, spędzamy czas z Julką.

O pomoc mogę też poprosić mamę, teściową, przyjaciółkę. Czasem wystarczy, by ktoś ze mną pobył, przez pół godziny zaopiekował się Juleczką, a ja w tym czasie mogę spokojnie wziąć kąpiel lub zająć się obowiązkami. To jest bardzo wyzwalające, pozwolić sobie powiedzieć: tak, potrzebuję pomocy. I po prostu o nią prosić. Chwila wytchnienia, otrzymanego wsparcia powoduje, że mamy siły na więcej.

Nie bez znaczenia jest także to, że mój powrót do pracy nie wiąże się z wychłodzeniem na osiem godzin dziennie. Do apteki przychodzę na pięć godzin. Bardzo się cieszę, że tak mogę to zorganizować, bo powrót od razu na pełen etat to naprawdę spore wyzwanie. Myślę, że to jest dobry kierunek, taka elastyczność.

Moim zdaniem wiele mam chętniej wracałoby szybciej do pracy, ale w trochę innym wymiarze godzin, z bardziej elastycznym podejściem. Przy takim rozwiązaniu każdy zyskuje, a przede wszystkim mama. Nie ma aż tak długiej przerwy od pracy i potem nie wraca do niej często pełna obaw i wątpliwości.

Czego życzyłaby Pani wszystkim mamom z okazji tak wyjątkowego święta jak Dnia Matki?

Wszystkim mamom życzę przede wszystkim, by nie zapominały o sobie. By cieszyły się z macierzyństwa, ale przy tym nie zapominały, że są nie tylko mamami.

Natomiast młodym mamom, które kochają to, co robią, życzę także udanego powrotu do pracy, do dalszego rozwoju i samorealizacji. A żeby to było możliwe, życzę dobra, ciepła i wsparcia ze strony najbliższych.

Dziękujemy za rozmowę. Wszystkiego dobrego dla wszystkich mam!